Jak zwykle - chcieliśmy dobrze a wyszło inaczej i miast pojechać z przyjacielem w podróż stricte służbową, wyprawę zakończyliśmy wycieczką krajoznawczą.
Znów poczułem w sercu to przyjemne kołatanie, powodowane u mnie odwiedzaniem nieznanych dotąd miejsc, znów poczulem, że warto jest czxasami opuścić rodzime gniazdo celem jedynie zaspokojenia czystej ciekawości oraz chęci poznawania.
Powoli odradzam skupioną we mnie, acz uśpioną przez kilka lat moc. Już czuję, że energia płynie przez me dłonie, przez rdzeń kręgowy, prosto do mózgu, chcąc się wydostać. Muszę ją jednak jeszcze trochę powstrzymać, zaczekać, aż jej kumulacja dosięgnie punktu krytycznego. Momentu, w którym dając jej ujście, znajdę się w punkcie bez odwrotu. Poczyniłem już pierwsze przygotowania, plany, muszę jeszcze jednak zaczekać kilka, góra kilkanaście dni nim bezmiar zgromadzonej we mnie mocy znów obudzi się i niczym płomień zionie we wszysko wokół, przyjemnie grzejąc co przyjazne, popieląc to, co wrogie

Uploaded with
ImageShack.us
skomentuj (0)
Po nieobecności powróciłem.
I już zastanawiam się, jak to możliwym jest, że sprzeczności tak bardzo uderzają się wzajemnie produkowane przez ludzi. Sprzeczności w nich samych.
Zarzucasz mi, że jestem hipokrytą, mowiąc, że jesteś twardy w poglądach, będąc konformistą! Drwię z Ciebie.
Czasami mam ochotę wyśmiać cały świat. Nie wiem na jakich podwalinach powstały filozofie, religie, systemy etyczne, skoro przyglądając się im bliżej, w każdym można znaleźć fragmenty zaprzeczające samym sobie. Wszystkie systemy wierzeniowo-filozoficzne są obarczone jarzmem nieścisłości, niespójności, niekompetentne i nadżarte piętnem autohipokryzji.
Przykłady? Ależ proszę :
- Chrześcijaństwo - Bóg wszechwiedzący, znający przyszłośc, stworzył ludzi z wolną wolą, choć wiedział, że dadzą się skusić szatanowi, również stworzonemu przez Boga, a następnie poświęcił swego syna celem odpuszczenia ludzkości grzechów, choć wszystko to z góry wiedział. Po co więc tworzył diabła, skoro zna przyszłość i zna wybory ludzi wolnej woli ?
- Islam - sama idea Dżihadu jest zaprzeczeniem prawd Koranu mówiących o miłości do bliźnich...
- Buddyzm - Wegetarianizm, teoria reinkarnacji w zwierzętach i nie jedzenie mięsa, by nie zjadać zreinkarnowanych osób... a może reinkarnują się jako bakterie i zjadamy bliźnich w jabłkach?
- Filozofia Nietzschego - Wiara w nadczłowieka, którego możemy kreować w samym sobie, jednocześnie promując hasło "trzeba umrzeć godnie, skoro żyć godnie już dłużej nie można". Czy to nie zaprzeczenie filozofii nadczłowieczeństwa, skoro żyć dłużej godnie nie można?
- Miłość - slowa "kocham Cię", obarczone przez "ale" - "ale nie rób tego, tamtego, owego, i rób tak, tak i tak....". To miłość czy kooperacja, ew. autorytaryzm ?
Co więc począć?
Poszukać odpowiedzi w nas samych. Wrócić do źródła, wewnętrznego tao, nauczyć się żyć w tych sprzecznościach i kreować świat zgodnie ze swoją wolą. Żyć w świecie w którym chcesz żyć, nie w którym się urodziłeś...
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)
Rozstrój 2011-01-20 00:33:52
Uderzyłem niczym rozpędzona rakieta o ziemię z dużą prędkością. Rozprysnąłem się na miliony kawałków, powbijałem w podłoże jak szarańcza w zboże. I leżę, w płonących, dogorewających cząstkach własnego upadku.
Od młodzieńczych lat, poprzez wiek licealny i studencki jeszcze, wierzyłem. Wierzyłem, że to życie może być czymś więcej niż tylko smutną egzystencją ludzi skazanych na codzienność. Starałem się ludziom przekazać koloryt płynący z serc, nie wierząc, sprzeciwiając się, walcząc z tezą, że w pewnym momencie czar pryśnie, a ja przejdę w kolejny etap dojrzewania... Choć czy słusznie myślę, iż dojrzewanie intelektualne powoli zaczynam czuć jako przekwitanie?
Straciłem wiarę... Nie w Boga, w niego już dawno nie wierzę... Choć wzniosłem swe imperium ku wyżynie wspaniałości, sprecyzowałem tory swego umysłu, zbudowałem kamienny charakter... zbudowałem swą twierdzę.... Choć przygotowałem się na oblężenia, nie dałem się uderzeniom armat, nie dałem się taranom.... To nie widziałem najprostszych rzeczy. Nie zauważyłem erozji. Woda, zatruta, nieżyczliwa, rdzawa, powoli podmywała moje fundamenty. Kiedy ja toczyłem swe wojny, siedząc na murach warowni, odpierałem atak za atakiem i radziłem sobie z każdą przeciwnością losu, woda delikatnie podmywała mój fundament... i oto upadł, a ja jak ta wcześniej wspomniana rakieta długo, długo spadałem z dużej wysokości by się rozbić.
Leżąc w zgliszczach zacząłem myśleć co począć dalej. Mogę budować swą twierdzę na nowo, ale nie mam już sił, ni chęci. Mogę pozostać, leżąc, czekając aż zgasnę. Mogę też odejść, pozbierać niepopsute części i odejść tam, gdzieś daleko, za horyzont, gdzie wzrok nie sięga i wypiąć swój zadek na wszystkich ludzi wokół. To oni mi to uczynili, to oni zatruli i wpuścili tę wodę. Ludzie. Życzliwi i nieżyczliwi, świadomie lub nie, mnie niszczyli. Nawet ci najmilsi, najlepsi, c, którzy powtarzali, że nie chcą źle... nie potrafili ze mną porozmawiać. Uznali swój punkt widzenia za jedyny słuszny i miast wyciągnąć pomocną dłoń do mnie, w moim dialekcie, moim języku, moim świecie, to próbowali wytłumaczyć jakie to wszystko jest złe, to, co robię, to, co czuję, to, co myślę. Fakt, próbowali mi pomóc. Ale żyją w innej rzeczywistości. Innym wymiarze. To tak jakby duchy podawały mi ręce, nawet gdybym chciał złapać, to nie mogę. Wybaczam im, wam, komukolwiek.
Nie czekam już na zrozumienie, na to jest za późno. Nie krzyczę już w rozpaczy, nie ma o co rozpaczać, gdy brakło celu do walki.
Zbiorę te kilka części, które doszczętnie nie spłonęły i ruszę w znienawidzony świat, w codzienność, rutynę... Pobudka, sranie, śniadanie, kawa, praca, kawa, praca, cukier, kolacja, kawa, książka, herbata i cukier.... i brak snu.
Jakże ja nienawidzę tego wszystkiego wokół. Chciałbym coś osiągnąć, stworzyć coś trwałego, ale nie rodzinę, rodziny są dla tych prostych ludzi. Ja chciałbym stworzyć coś co przetrwa wieki. Ale nie stworzę. Zbyt nieudany jestem, zbyt wiele spłonęło w wybuchu rakiety.
Siedzę więc i myślę co dalej począć a jedyne co się nasuwa, to Niestzscheańskie "Trzeba umrzeć godnie, gdy żyć godnie lub dłużej nie można".
Do zobaczenia ?
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)
Gdy patrzę przez zaparowane okno na świat, gdzie piekne, tracące zieleń drzewa swym osobliwym urokiem zdobią horyzont, a wiatr delikatnie muska swymi dłońmi ich korony, to myślę, że przyroda jest pięknem. Lecz obserwując takt ów odwieczny i rytm, gdzie słońce gania się po nieboskłonie z księżycem, zamyślam się, pytając - po co tu jestem? Nic nie znacząca istota pośrodku ogromu natury, wśród ogromu drapieżników własnego gatunku, czyhających jedynie na moją chwilę nieuwagi, gotowych rozgryźć mi gardło za najdrobniejsze przewinienie.
Przecież nikogo nie prosiłem o to by się tu znależć. Czuję, że nie ma tu dla mnie miejsca, zewsząd odrzucony, z nieprzychylnie nastawionymi ludźmi powoli z nieboskłonu, z koron drzew opuszczam wzrok, patrząc coraz mocniej na palce u nóg, bojąc się dłużej głowę do góry mieć wzniesioną.
Poddałem się.
Nie chcę już być.
Nie oczekuję pomocy.
Nie wiem czy umiem ją przyjąć jeszcze.
Nie ma we mnie ni krzty nadzieji.
Jak mnie zabraknie, to świat i tak będzie kręcił się dalej
Tagi: przemyslenia
skomentuj (1)
Nadal płonę, lecz w mym ciele dziś inne wibracje wzbierają.
Mam ochotę kochać się, spleść z kobietą, czy kobietami, tworząc jedność, tworząc całość i harmonię, by nasze ciała dotykały się, połączone z sobą. Mój język wije się z chęci dobrania się do jej najpiękniejszych miejsc, a inna część ciała unosi się ku górze, niczym ręce starożytnych Egipcjan wyciągane ku Słońcu, ku chwale Ra!
Chcę w wyuzdanych pozach uprawiać to, co bogowie najpiękniejszego stworzyli, jedyną rzecz na świecie, która niezmiennie potrafi radować, gdy dwoje kochanków dopasuje się do siebie.
Niech kocha się umysł, niech kochają się ciała!
Aum HA!
Tagi: przemyslenia
skomentuj (0)
Muza 2010-09-15 11:44:05
Gdy patrzę na obraz Twego majestatu
Serce me płynie w bezkresną niewolę
Moja Nete, Mesi, Hypate
Wiersze chcę tworzyć by Twego dogmatu
Słowo pisane przypieczetowało dolę
Moja Nete...
Wiedzę swą zgłębiać dla Twego wiwatu
Klęczeć będę błagając, pod Twym wielkim dworem
Moja Mesi...
Wspomnienia rozmów z Tobą na wieki opatul
Ramionami swemi, jam Twoim aktorem
Moja Hypate...
Muzą żeś moją i niech tak zostanie
A cieszyć mnie będzie platoniczne trwanie...
///01.09.2010///
Dla Ani, mojej muzy
Tagi: wiersye
skomentuj (0)
...serce choć popękane, chce bić...
Zaczynam odżywać. Wstaje niczym Feniks po kolejnej bitwie, w której stał się popiołem, rozkładam skrzydła, by móc wzlecieć wyżej, niż kiedykolwiek wcześniej. Siła w mych ramionach jest niepojęta, wzrok chłodny jak lód, myśli czyste jak łza.
Mam swoją drogę, nowe cele, choćbym miał zburzyć świat wokół, wprowadzić chaos i destrukcję, celę osiągnę. NA wojnie muszą być ofiary...
Tagi: przemyslenia
skomentuj (0)